Kategorie:

Jak będzie wyglądała końcówka lata i jesień pod względem epidemiologicznym?

Stuprocentowo pewnej odpowiedzi nie da się na to pytanie udzielić. Są możliwe dwa scenariusze.

Pierwszy scenariusz zakłada, że nabyta przez Polaków odporność środowiskowa poprzez zetknięcie się z wirusem oraz częściowo przez szczepionki, spowoduje jedynie niewielki wzrost zachorowań w sezonie jesienno-zimowym. Oczywiście, nie będzie to sierpień, jak twierdzi oficjalna propaganda. Możemy zauważyć zarówno wzrost, jak i spadek liczby przypadków – ale to wszystko na poziomie notowanym obecnie, czyli przy spadku około 97% od notowanych szczytów poprzedniej fali. Gdy zacznie się sezon zachorowań (w okolicach przełomu września i października) – tych przypadków może być więcej. Spowodowane jest to naturalnym procesem, gdzie oprócz zanikania nabytej odporności u niektórych osób dochodzi do nabywania odporności po ponownym kontakcie z tym wirusem lub z jego odmianą. Nie będzie jednak mowy o epidemii, czyli wykładniczym przyroście zachorowań. Nie wiemy natomiast, jak duża będzie liczba przypadków w jesiennym sezonie, gdyż nie mamy jeszcze żadnych danych dotyczących trwałości nabytej odporności. Praktycznie pewne jest jednak, że liczba jesiennych przypadków będzie dużo niższa od wiosennych – a to z dwóch powodów. Po pierwsze doświadczenie mówi, że liczba przypadków zachorowań na choroby sezonowe jest praktycznie zawsze wyższa wiosną, niż jesienią. Po drugie, nabyta odporność nie znika od razu, a wykrusza się w określonym tempie (wolniej lub szybciej, w zależności od rodzaju wirusa) – a co za tym idzie – pojawiające się zachorowania nie powinny pociągać za sobą dużej liczby hospitalizacji.

Drugi scenariusz jest niekorzystny, ale mniej prawdopodobny. Wszyscy wiemy, że koronawirus, podobnie do znanego doskonale wirusa grypy, szybko mutuje. Może zdarzyć się sytuacja, że mutacja będzie na tyle silna, że wirus ominie naturalne wykształconą odporność, nie mówiąc już o odporności poszczepiennej, która zawsze jest mniejsza niż odporność po zakażeniu. Wtedy możemy mieć do czynienia z epidemicznym wzrostem zachorowań. Tylko, że to już nie będzie ten sam wirus ani ta sama choroba, a obecne na rynku szczepionki będzie można wyrzucić.

Są to scenariusze o wysokim prawdopodobieństwie realizacji (podobnie jak moje poprzednie prognozy, które sprawdziły się w 100%), jednak zawsze tylko prognozy – proszę o tym pamiętać. W przeciwieństwie jednak do danych podawanych Państwu przez większość mediów i tzw. radę medyczną, powyższa prognoza oparta jest na wieloletnim doświadczeniu jako lekarza chorób zakaźnych oraz na dostępnych danych i aktualnej wiedzy medycznej. Zresztą możecie to Państwo sami zweryfikować, choćby tutaj.

Dlatego ponawiam apel: nie dajmy się zastraszyć, przestańmy wierzyć w bzdurne, nie mające pokrycia w faktach groźby kolejnych fal, które to miały nas zalać. Przypomnę tylko krótko, że pierwszy gwałtowny wzrost zakażeń miał nastąpić po otwarciu szkół, kolejny po zniesieniu większości obostrzeń, następny przy wyjazdach wakacyjnych. I co? Oczywiście nic. Bo nic nie miało prawa się wydarzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.