Podczas niedawnej rozmowy Mateusza Morawieckiego ze Sławomirem Mentzenem padły zaskakujące słowa. Przeczytajcie Państwo uważnie ten fragment.
Morawiecki: …w 2020 roku musiałem ratować firmy…
Mentzen: Które wcześniej Pan zamknął.
Morawiecki: Pochwalił Pan zamykanie.
Mentzen: W marcu 2020 roku za to, że szybko działacie. A już w kwietniu okazało się, co to za choroba. Już było wiadomo, że błądzicie.
Morawiecki: Już w kwietniu się okazało, a to ciekawe. Ciekawe, jak Pan by się zachował jako premier, jakby do Pana przychodzili wirusolodzy, epidemiolodzy, specjaliści od chorób zakaźnych i powiedzieliby Panu, że ludzie będą zaraz umierali setkami tysięcy, miliony ludzi. Tak byliśmy straszeni.
Ta wypowiedź stanowi jednoznaczne przyznanie, że decyzje rządu były podejmowane pod wpływem strachu – a nie tylko chłodnej kalkulacji czy analizy danych. Premier używa słowa „straszeni”, co jest wręcz dosadnym określeniem. Oznacza to, że presja ze strony opiniotwórczych „ekspertów” przybrała formę emocjonalnego szantażu, opartego na groźbach masowej śmierci, które – jak pokazała przyszłość – nie miały pokrycia w rzeczywistości.
W pierwszych miesiącach tzw. pandemii dominował głos osób takich jak Neil Ferguson z Imperial College London, który prognozował setki tysięcy zgonów w Wielkiej Brytanii i miliony w USA, jeśli nie zostaną wprowadzone drastyczne środki. Te same prognozy odbijały się echem w całej Europie, w tym w Polsce, powtarzane bezkrytycznie przez wielu medialnych „ekspertów”. Przypisywano im rangę niemalże wyroczni, ignorując fakt, że wcześniejsze prognozy tych samych „ekspertów” – np. dotyczące epidemii świńskiej grypy (o czym wielokrotnie mówiłem) – również były całkowicie nietrafione.
Dziś już powszechnie wiadomo, że prognozy były dramatycznie zawyżone. Liczba zgonów na Covid-19 w Polsce – nawet przy bardzo szerokim sposobie ich klasyfikowania (szeroki sposób oznacza, że jako zgony z powodu Covid-19 klasyfikowane były również zawały, udary itp., jeżeli u pacjenta przy okazji wykryto obecność wirusa SARS-COV-2) – nie przekroczyła 140 tys. Tymczasem liczba nadmiarowych zgonów od początku tzw. pandemii do końca 2022 roku wyniosła według danych GUS około 250 tysięcy, co oznacza, że ogromna ich część była niezwiązana bezpośrednio z Covid-19, lecz z ograniczeniem dostępu do służby zdrowia i ogólnym paraliżem systemu ochrony zdrowia.
Zamknięcie gospodarki, wstrzymanie zabiegów planowych, ograniczenia w profilaktyce zdrowotnej oraz długotrwałe działanie w trybie kryzysowym doprowadziły do tragedii, której skali nie sposób przecenić. Zgony z powodu zawałów i udarów były spowodowane faktem, iż wielu pacjentów nie doczekało się pomocy na czas. Zgony z powodu nowotworów – tutaj na pierwszy plan wysuwa się brak badań przesiewowych oraz opóźnienia w diagnostyce i leczeniu. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Wszystko to można określić mianem ofiar strategii strachu, do której – jak sam przyznaje premier – został przekonany przez grono wybranych „ekspertów”.
Warto podkreślić, że w 2020 roku w Polsce i wielu innych krajach istniały również głosy naukowców, którzy apelowali o ostrożność w podejmowaniu radykalnych decyzji. Lekarze i naukowcy przestrzegali, że zamykanie systemu ochrony zdrowia dla pacjentów niecovidowych przyniesie tragiczne skutki. Niestety, głosy te były ignorowane, wyśmiewane lub cenzurowane, gdyż nie pasowały do dominującej narracji. W efekcie politycy podejmowali decyzje w oparciu o bardzo wąski zakres opinii.
Decyzje podejmowane pod wpływem strachu (nawet jeśli były szczere) nie zwalniają z odpowiedzialności. Wypowiedź premiera Morawieckiego w rozmowie z Sławomirem Mentzenem nie pozostawia wątpliwości: premier sam przyznał, że był straszony przez specjalistów. Decyzje o lockdownie i zamknięciu służby zdrowia były podejmowane pod wpływem emocji i presji ze strony „ekspertów”, których prognozy okazały się skrajnie nietrafione. Skutki tych decyzji – w tym przede wszystkim dziesiątki tysięcy nadmiarowych zgonów – są faktem, który nie może zostać zignorowany.
Warto tutaj wspomnieć, że w Polsce lekarze, którzy od początku przestrzegali przed tragicznymi skutkami strategii walki z tzw. „pandemią”, do dnia dzisiejszego są ścigani dyscyplinarnie przez sądy lekarskie. Pomimo faktu, iż dzisiaj ponad wszelką wątpliwość wiadomo, że to my mieliśmy wtedy rację. Izby lekarskie nie mają natomiast żadnych zastrzeżeń do „ekspertów”, którzy siali panikę rysując tragiczny obraz przyszłości – który nigdy nie miał prawa się zrealizować.
Nawet taki chłopek roztropek jak ja, widząc obrazki z Chin pokazujące padających bez życia ludzi na ulicach, podrapał się po głowie i pomyślał: jaka to choroba wirusowa powoduje takie efekty? W krótkim czasie dzięki między innymi takim szlachetnym osobom jak Pan już wiedziałem, że ta cala pandemia to jakaś niebywała hucpa. Ja wiedziałem praktycznie od początku, „biedny” pan premier nie nabył tej wiedzy do 24.02.2022. Nie bez przyczyny ma przydomek Pinokio.